Artyści

Tadeusz Huk: mój kierownik to morowy chłop

– Realizm pomieszany z groteską, to najlepszy sposób na ukazanie życia w teatrze – mówi Tadeusz Huk, grający rolę kierownika technicznego teatru w serialu „Artyści” w reż. M. Strzępki i P. Demirskiego.

Powstał już swego czasu serial telewizyjny poświęcony życiu środowiska teatralnego – nosił tytuł „Twarze i maski”, wyreżyserował go Feliks Falk w 2001 roku, w konwencji realistycznej. W przypadku serialu „Artyści” mamy do czynienia z konwencją groteskową, nawet z momentami buffo…

– Przyjmując propozycję, z góry zakładałem, że para reżyserska znana z ostrego teatru społecznego, operująca skrótem, metaforą, prowokacją nie będzie robiła klasycznego serialu, do jakiego widzowie są przyzwyczajeni, ale odciśnie na nim swoje indywidualne piętno.

Życie teatru to bardziej temat na opowieść realistyczną czy groteskową?

– Myślę, że na realizm pomieszany z groteską. Wtedy jest bliżej prawdy. A już w życiu teatru to pomieszanie bywa szczególnie barwne, acz bywa też dokuczliwe.

Tak się składa, że najbardziej znani, wybitni aktorzy grają w „Artystach” role pracowników obsługi teatru – Edward Lubaszenko, Jerzy Trela, Ewa Dałkowska, także Pan. To dość niekonwencjonalny pomysł…

– I dlatego uważam, że ciekawy. Mój kierownik, to taki teatralny wyjadacz, cwaniak, morowy chłop, który i pożartuje, i pogrozi jak trzeba, i wypije, i poklepie po plecach.

Jak pracowało się Panu na planie z parą reżyserską debiutującą w reżyserii telewizyjnej?

– Bardzo dobrze. Mimo braku doświadczenia z kamerą, zwłaszcza w tak dużym przedsięwzięciu produkcyjnym jak serial, radzili sobie bardzo dobrze, byli pełni pomysłów, a ich duża wiedza o teatrze i zawodzie aktorskim, a także duża wiedza ogólna bardzo im i nam wszystkim pomagała.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński